Nie umiem sobie znaleźć miejsca.. Najpierw zapowiedź rozwodu znajomych… jak się okazało, nie tak z niczego… Pojawiła się nowa kobieta… :/


Dzisiaj wieczorem włączam komputer, poczta, słynna n-klasa… a tam żona kumpla z pytaniem, czy ja wiem coś o tym, że kumpel ma jakąś (w sensie inną niż żonę) kobietę..

Cholera, szczena mi opadła. I siedziałam tak parę minut i gapiłam się w monitor. Przed oczami przepływały mi wszystkie chwile, słowa, zdarzenia z nim związane.. Hmm.. No tak – ja jestem inna – widzimy się codziennie w drodze do i z pracy.. Wiem, wiem, nie o to jej chodziło.. Ech… I wytropiłam w głowie kilka sytuacji.. Tak. To możliwe. Nie wierzę, ale to możliwe. Cholera jasna mać. Mam ochotę nakopać mu do tyłka!! grr!!!

Nie wiem, nie chcę się w to mieszać.. Nic nie wiem o innej, ale wiem, że to możliwe. - Swoją drogą.. dobra z niego partia… a niektórym kobietom – o ile tak je można nazwać – nie przeszkadza, że rozbijają istniejący związek.. Co tam dziecko…


Miałam ciężki koniec tygodnia w pracy, jestem zła na kumpla, na cały świat, może też na siebie.. nie wiem.. A może taki czas.. Trudno wyczuć.



Nie oczekuję już
Od życia samych róż
Najwyżej cierni, co
I tak od lat
w sercu mym są
i głęboko tkwią
Nie oczekuję już
Serca nagłych burz


M.Torzewski

Kilka dobrych lat.. Od studiów.. Ślub chyba po drugim roku. Kasy mało. Znajomi pomagali dla idei. Miłość potężna, pokonująca wszelkie bariery… Ona – silna, była facetem w tym związku. On – delikatny, potrzebujący silnej kobiety..

Po paru latach to On właśnie składa papiery o rozwód.

I o co chodzi.

I dlaczego.

I po co.

I cholera jasna….

Mieli plany, marzenia.. Kłopoty finansowe ich nie przytłoczyły. Żyli razem. Stanowili siłę.

Od kilku dni nie umiem sobie tego poukładać. Nie rozumiem. Znam Go. I nie rozumiem. A Ona.. silna.. walczy teraz o siebie.. Usiłuje sobie wmówić, że jest dobrze.. No ale nie jest…. Ona już teraz umarła.. :(

Kilka dni błogiego spokoju… ot.. taka cisza przed burzą.. Chyba podświadomie czułam, że coś jest nie tak, że coś się wydarzy.. no ale przecież nie mogłam wiedzieć co.. Nie miałam na to żadnego wpływu…

W czwartek szok – po walce o życie i wygranej – serce powiedziało: dość – odpoczywam! Złe ekg. Potworny ból. Strach. Prawie jak zawał. Tak, od wielu dni gderałam o lekarzu. Miała iść. Nareszcie jak poszła to takie wieści. Nitrogliceryna. Konsultacja kardiologiczna. Podobno jest całkiem ok, ale czemu się martwię..? W piątek mnie samą serce bolało, dostałam trzęsawki w pracy, musiałam sobie podwójną melisę zaparzyć – tak się zdenerwowałam tym wszystkim.. Cholera.

Wczoraj o świcie wypadek. Jechałam do pracy. Prosta droga przez las. Mokro bardzo po nocnych burzach.. Jakiś debil wyprzedzał na trzeciego.. szkoda, że nie spojrzał czy może.. Uderzył w człowieka, który teraz nie żyje…

W drodze z pracy następny wypadek – już w moim mieście.. Karetka, auto zmiażdżone, szyby poleciały… Tłum gapiów, policja, straż, pogotowie.. korek…

Dzisiaj w 5 min drogi od mojego domu wypadek. Nie wiem jak ten ktoś jechał – w miejscu, gdzie jest bardzo dobra widoczność wyjechał… i został.. Co się to kurna dzieje?? Oczu ludzie-kierowcy nie mają???

Z pozytywów?

Byłam z kumpelą na zakupach tzw. ciuchowych. Nie cierpię, nie znoszę, a grr…! Kupuję zawsze to co muszę i jak najszybciej.. nie znoszę łażenia, oglądania, przymierzania… Koc jak nie kobieta ;)

A dzisiaj przełamałam się. Powybierałam. Pooglądałam. Poprzymierzałam. Zabawne, że rzecz na wieszaku wyglądająca średnio ok, a na mnie wyglądała bosko. I odwrotnie – na wieszaku super, a na mnie masakrycznie.. robiąc ze mnie wielbłąda /słonia – coś dużego w każdym razie ;)

Fajny sklep z masą ubrań.. i świetnymi cenami :) Lubię dobre i w miarę tanie zakupy. Te były i tanie i dobre. Jestem zadowolona.

Poza tym przy okazji przymiarek… (bardzo podoba mi się, że nawet numery 36-40 są oznaczone jako XXXL, a czasem nie można w coś wleźć! Heh!) inaczej na siebie spojrzałam. A może to wpływ kumpeli. Na pewno też. Odkryłam prawdę o sobie. Ech.. Wiem. Wiem czemu nie lubię obcisłych rzeczy. I nie chodzi o te 2 kg, które mogłabym zrzucić.. No ale mniejsza z tym, może kiedyś napiszę więcej na ten temat.

Z dziwnych odczuć?

Myślę, że się przyzwyczaiłam. Że nie potrzebuję. I nie wyprowadzam się z błędu.

dobranoc

Wyglądam.. nieciekawie.. Kot mój osobisty mnie podrapał jak usiłowałam obejrzeć czy ma kleszcza wczepionego koło ucha, czy się z kimś tłukł i ma ranę… Uciekł. Zwiał. Głupawa mu odbiła. Ałaa moja ręka.. ;) - Dorwałam go później. Obejrzałam już na spokojnie. Ktoś go dziabnął – podejrzewam, że nie inny kot (mój Kocuro po kastracji jest raczej łagodnym kotem), ale jakiś ptak. Może szpak, może sroka… No ale nie ma się co dziwić jak Kot usiłuje takie ptaki złapać.. Co jakiś czas niestety mu się udaje…

Drugi Kot.. – tak jest drugi. Też mnie dziś podrapał. Wiem, że nie chciał, że bronił się przed moczeniem uszu w specyfiku od doktora… Kot - niby przybłęda, chociaż wiem kto z sąsiadów go „przygarnął”.. Marnie chyba, bo Kot u mnie się stołuje. Mojego domu się trzyma. U mnie ma swoją miskę na dworze i swój kącik, gdzie może się schować.. Tak już od miesięcy… Jest przekochany i taki wdzięczny.. I nawet weterynarz wie co to dobre serce – nie wziął kasy za wizyty i leczenie Kota-Przybłędy :) Chcę z nim zrobić porządek – wyleczyć uszy, potem zaszczepić p/wściekliźnie. Dostał już kropelki p/kleszczom i p/pchłom razem z moim Kotem. Jeszcze odrobaczanie im zaserwuję :D

Teraz jest ciepło. Kot-Przybłęda śpi na dworze. Jak deszcz czy burza to chowa się do stodoły u sąsiada, albo do komórki u drugiego sąsiada. Ale przyjdzie zima i stodoła mu nie starczy.. Przystosowuję go, uczę domu, oswajam.. Jest postęp – wszedł do korytarza. Wypłosz. Nie zna domu. Nie wie co to dom i ciepło i sucho. Pomaleńku się uczy. Do zimy powinno być dobrze – mam w korytarzu ciepły kaloryfer zawsze :)

Mój Kot toleruje Kota-Przybłędę. Dwa kocury, bawią się razem często. Buziaczki w przelocie, itd. itp. Bałam się, że będą walczyć, ale nie – jest OK. :)

Inwestuję w koty. W psa. Smakołyki, leczenie, opieka… Odwdzięczają mi się kocią/psią miłością. Koty – mruczandem i myszkami codziennie.. Pies też na swój sposób okazuje swoją miłość :) I wiem, że warto. One są szczęśliwe. Ja dzięki nim też..

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jest pierścionek. Z kryształkami kogoś tam. W kolorze moim najukochańszym. Ładny. Oryginalny. Noszę. W pracy pewnie będą pytać. Dobrze. Niech pytają. Niech bajdurzą. Może się na przykład dowiem, że za rok wychodzę za mąż! ;) Hehe..!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Robiłam dziś opatrunek. Te same rany.. dawno ich nie widziałam… Połowa z nich już nie wymaga bandażu i gazików, skóra się zregenerowała, zagoiła… :) Trzy miesiące. Jedna jeszcze rana, która goi się, ale pomału bo bardzo głęboka była. Co tam kilka ran kiedy dostało się w prezencie ŻYCIE… Diagnoza była wstrząsem. Przecież czas do operacji i wyników po… to był horror… A jednak.. człowiek rozum ma, tylko nie potrafi z niego korzystać.. nałóg nałogiem, papierosy papierosami….. Nie rozumiem, wyzywam i krzyczę za każdym razem jak pali. Tak, dziś powiedziałam wprost: GŁUPOTA. Wiem, że nie mogę nic zrobić, niczego nie zmienię. Bo to nie mój nałóg.. I nie moje życie podarowane…. A mimo to mnie trzęsie. I jednak bluzgam. Na opamiętanie, bo drugi raz życia mogą już tam u Góry nie podarować….

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nie wiem jak przestawię się na wstawanie o 5 rano. Chorobowe pozwoliło mi zapomnieć, że świt istnieje.. Powtarzam od zawsze: Noc jest po to, aby ŻYĆ – powtarzam to za kimś mądrym , ale pamiętam za kim. Być może to Stachura ;)

Cisza. Miasto uśpione za oknem.. Jakiś ptak zbłąkany krzyczy.. Kot wyciągnięty na fotelu, ćma uderzająca o szybę.. Domownicy w którejś już tam fazie snu. Tylko ja i moje myśli. I wirtualno-rzeczywisty świat.. I ostatnia płyta Ani D. w głośnikach.. I słucham. I czytam. I piszę.

To już tyle lat, więcej niż byś chciał
Ja też zmieniłam się, czy wciąż poznajesz mnie

Znowu przyszło lato
Który to już raz wiatr przynosi zapach tamtych snów
Przypomina mi jak mówiłeś kocham właśnie tu
Potem wielkie łzy i krótkie przyszły dni

Dziś mam włosy blond,
a Ty to inny ktoś
Nie umiem kochać tak,
jak wtedy pierwszy raz

Znowu przyszło lato
Który to już raz wiatr przynosi zapach tamtych snów
Przypomina mi jak mówiłeś kocham właśnie tu
Potem wielkie łzy i krótkie przyszły dni

Znowu przyszło lato” - Ania Dąbrowska

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Pomyślałam sobie dzisiaj (tak, czasem mi się to zdarza!), że nie mogę ot tak sobie skasować Koca i heja w życie.. Poza tym klawisz DELETE jest najprostszym rozwiązaniem, a przecież takich nie wolno popierać.. Czasem trzeba powalczyć nawet z chęcią pozbycia się tych notatek, tego śladu.. Ale to z kolei byłoby w jakimś stopniu pozbywaniem się Was – blogowych znajomych…

Spotkałam tutaj dwie przyjaźnie, które trwają już i trwają.. Jeszcze od czasu, kiedy byłam na gazeta.pl jako Ciepły koc……. Jest kilka osób poza tym – licząc na palcach jednej ręki – z którymi też się zżyłam, którym dałam się poznać. Ryzyko? Myślę, że niewielkie ;) No przecież mi tu dobrze..!

Kombinuję z szablonami (podejrzewam, że na gazeta.pl znalazłabym mój wymarzony..) ale tutaj możliwości są dość ograniczone.. A Kocyk też bardzo wybredny! ;-)

Tak więc zostaję. Nie wiem z jaką częstotliwością, ale grzeję miejsce.

A później.. coś pomyślę… ;)

Next Page »